Dym

22.10.2009 :: 12:30 Komentuj (6)


Siedzę w swoim pokoju i przyglądam się zapalonemu kadzidłu - dym to zwęża, to rozszerza się, podryguje i tworzy nieregularne wzory w przestrzeni. Tak samo jest z naszym życiem. Tak naprawdę nigdy nie toczy się ustalonym torem. Zmiany są codziennie, choć może jedynie lekko zauważalne...
Założyłem sobie profil na jednym z "branżowych" portali, próbując, po raz kolejny, odpowiedzieć sobie na pytanie - Czy tym razem się uda?
Szukanie się zaczęło, casting w toku... Przez mój profil przelewają się tłumy odwiedzających. A Ty bądź mądry i spróbuj znaleźć tego Jedynego. Tylko jakie kryteria ustalić? Czy ustalać jakiekolwiek? Zdać się na instynkt? Mam mętlik w głowie, odpisuję na kolejne maile i staram się być miły, choć desperatem nie jestem. Tak naprawdę tęsknię ciągle za jedną Osobą, ale jest ona poza moim zasięgiem. Zabić klina klinem? Jakiś napalony 17-latek pisze mi, że nie wyglądam na geja i szuka takiego partnera. Wychować sobie szczeniaka na swoją modłę? Żenujące. Wymyka mi się to spod kontroli.
Wczoraj wieczorem pisałem z jednym mężczyzną, bo chłopakiem to on przestał być lata temu. Choć wyczuwam w nim ukrytego malucha, spragnionego ciepła. I czuję, że mógłbym mu je dać... Ale on jest żonaty. Zadaję sobie pytanie, czy wchodzić w to? Znam już go osobiście, podoba mi się fizycznie i nie tylko. Czy może kontynuować casting i przebierać w kolejnych profilach? Niech mnie ktoś uratuje!!!


A dym nadal unosi się rysując w powietrzu abstrakcyjne wzory...

Sport a hipochondryzm

26.08.2009 :: 23:08 Komentuj (6)


Witajcie!
Siostra upiekła dla mnie ciasto wczoraj, które zjadałem z ochotą. To tak na zgodę, bo my już nie kroczymy na wojennej ścieżce, na szczęście... :) Z powodu rzeczonego ciasta nie mogłem dziś biegać, przez co musiałem odreagować u mojej drogiej Przyjaciółki, Kasi.
Próbowałem ją namówić na bieganie, gdyż narzeka na swoje ciało. Dałem jej kilka rad, których sam solennie przestrzegam i, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, Kasia nie wzięła sobie do serca. Zaproponowałem bieganie oraz zarzucenie gazowanej wody mineralnej i przerzucenie się na niegazowaną. Czy wymagam aż tak wiele???
No cóż, poczułem że Kasia trochę się usprawiedliwia bólem kręgosłupa i głowy. Ale czyż nie jest prawdą powszechnie znaną, że mózg należy DOTLENIAĆ?
Coś czuję, że ze wszystkimi kobietami w moim otoczeniu to jest taka orka na ugorze - wszystkie chciałyby ładnie i zgrabnie wyglądać, ale niewielkim własnym wkładem... Może warto więc zainwestować w te cudowne pasy odchudzające z TV Marketu albo te niesamowite maszyny, których używają gwiazdy i rozgwiazdy Hollywood?
Wiem, że dziś jestem odrobinę sarkastyczny i wredny, ale nie mogę już słuchać, kiedy baby dookoła mnie narzekają na swój wygląd, a nie, tak jak ja, wezmą się za siebie, zaprą się porządnie i zaczną aktywnie żyć. Przecież to taka frajda! Ja sam biegam po 20km dziennie, czasem mniej, kiedy trzeba ćwiczyć brzuszki ( bo na to też trzeba zostawić trochę sił). Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele jesteśmy w stanie znieść. Kiedy biegnę, traktuję swoje ciało niczym wielki miech albo piec, który potrzebuje czasu, żeby się rozgrzać i zacząć spalać paliwo:) A już to uczucie, kiedy pracujesz pełną piersią, pocisz się obficie, oddychasz całym ciałem... Nirwana! :D
Czy ja przesadzam? Nie sądzę, wystarczy spytać się tych, co chodzą na siłownie i ćwiczą głównie aerobowo - to uczucie czasem lepsze od orgazmu.
Tak więc moja rada brzmi - żyjmy aktywnie, zdrowo i nie dawajmy sobie w życiu taryfy ulgowej. Dawajmy z siebie 150% normy! Tylko tak do czegoś naprawdę dojdziemy :)
Moja "mała czarna" muzyczna :P
http://www.youtube.com/watch?v=HIX2RAHPTsI

Magia niewinności

23.08.2009 :: 22:37 Komentuj (2)

Rzecz o czerni...

23.08.2009 :: 22:06 Komentuj (2)

Nie był to zbyt udany dzień. Poranna kawa miała smak porażki - pierwsza poważna kłótnia z siostrą bliźniaczką, która wróciła na kilka dni do Polski. Oczywiście, jej hiperegocentryczny punkt widzenia zasłonił uprzejmość i zaczęła krytykować wszystko co można u mojej osoby. Stara się mną dyrygować i ustawiać mnie po kątach. Nie tak wyobrażałem sobie nasze spotkanie po miesiącach rozłąki. Wielki cień położył się na naszych relacjach i myślę, że nie ma szans na poprawę. Straciłem najbliższą kiedyś mi osobę... :(
Nie powiem, że był to do końca stracony dzień. Casicta poprawiła mi humor wyciągając mnie na rowerową przejażdżkę do Kromlau. Porobiliśmy ciekawe zdjęcia i spędziliśmy w swoim radosnym towarzystwie kilka wyjątkowych godzin. Nawet udało mi się zapomnieć o konflikcie z siostrą. Każde z nas ma swoje problemy, ale dobrze jest mieć kogoś, kto pozwoli Ci o nich na chwilę zapomnieć.
Szkoda, że pieniądze ludzi zmieniają. Pamiętam bliźniaczkę jako radosną, uczciwą i pełną życia osobę. Teraz jest zgorzkniała, stetryczała i egoistyczna... Zastanawiam się, czy jest szansa na zmianę czy powoli z mojego życia będą znikały pozytywne znaki...

Noc

21.08.2009 :: 22:44 Komentuj (3)

A w Nowych Czaplach parują łzy dzisiejszego dnia. Efemeryczne piękno tej chwili zachowam w sobie...

Rzecz o Przyjaźni...

21.08.2009 :: 21:19 Komentuj (3)


No i zaczęło się - pierwszy wpis... I pozwolę sobie bezczelnie zacząć, nieco patetycznie i filozoficznie, małą dygresją na temat Przyjaźni. 
Czemu akurat o tym? Ano bo pojawiła się w moim życiu, znów, moja żona, osławiona Casicta, i znów próbuje zrewolucjonizować moje JA. Od kilku dni COŚ między nami się dzieje. Odnawiamy więzy i nasze stare "swojskie" zwyczaje. Znów się przekomarzamy i dogryzamy sobie nawzajem. Taka gra w "szpilki" :P
Dobrze, że tym razem nie boli. Mam nadzieję, że już nie będzie bolało i wejdziemy w wyższy stopień "wtajemniczenia związku przyjacielskiego" :-)
Wczoraj byliśmy na przyjemnym, w miarę, spacerze i było niemalże jak za starych dobrych czasów... Rozmawialiśmy o trudnych, dla nas obojga, sprawach i muszę przyznać, że brakowało mi tego... :-)
Pracować musimy nad tym "związkiem", bo kilkoro Przyjaciół w życiu jest ważniejszych niż cokolwiek innego. Każda taka "perła" wzbogaca nasze życie o szczere rady, ramię i husteczki do wypłakania, piwo do popicia i, co dla niektórych, fajkę do zapalenia... Często nadużywamy terminu "PRZYJACIEL" w życiu i potem tego żałujemy i wychodzimy jak Zabłocki na mydle. Ja chcę się otaczać ludźmi, którzy nie zawiodą mnie w chwilach próby, zwątpienia, jak również radości i EUFORII :) (Casicta wie, o co kaman)

Kiedyś pojawił się na krótko Pan P-apier i znikł, ale mam nadzieję, że tą stroną odnowimy kontakt, bo był naprawdę oryginalnym i interesującym Bytem ;-) Wszedłem na Jego bloga i zauważyłem ciekawe rozważania. Dzielimy jedną pasję i chyba odnajdziemy więcej stycznych :-) Odezwij się czasem Panie P!

Co do Casicty... hmm... co by tu o niej napisać... jak ją zdefiniować?
Jutro i kolejne dni, aż do Wrocławia pokażą, co się będzie formowało między nami. Póki co, cieszę się powrotem "starych dobrych chwil" i DZIWNEJ czarnodziejki  

21.08.2009 :: 20:53 Komentuj (1)

Hamunaptra

21.08.2009 :: 20:37 Komentuj (0)

archiwum

2015
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011
2010
2009

kategorie

linki

Moja pasja
Moje filmy
Idole - Henri Cartier-Bresson
Idole - Helmut Newton
Idole - Diane Arbuss
Idole - Dylan Ricci
O mnie
© 2003-2007 copyright ownlog.com